Jak Stwórca uczy nas życia poprzez Jego stworzenie?

  Posted on   by   1 comment

Wpis humorystyczno-filozoficzny

Miejsce: Jezioro gdzieś na Mazurach
Sposób: Przeprawa wpław

13699550_1403725319694310_1701544024_o

Każdy z nas, wchodząc do Wody, startuje z Przystani. Pragniemy wrócić do tej Przystani, cali i zdrowi, bezpieczni. Przynajmniej każdy normalny człowiek tego pragnie. 😀

Męska duma zmusiła mnie do postawienia sobie celu, który chciałbym osiągnąć w tej Wodzie. Jednak musiałem sobie wziąć Pomocnika – w Osobie Bojki Ratowniczej, bo nigdy nie wiadomo, co na szalejącej Wodzie może się zdarzyć.

Obserwuję jezioro, szukam wzrokiem tego, co mam zdobyć. Jest. Punkcik, który został mi wyznaczony. Daleko. Nie dam rady – podpowiada jakiś paskudny głos w głowie. No, sam bym mógł nie dać rady, ale przecież mam Pomocnika, więc jestem bezpieczny.

Ale przecież tyle może się zdarzyć, skurcz, nagły atak serca albo bobrów (czy bobry mieszkają w ogóle nad jeziorami?) czy rekina… serio?! To jakiś absurd, te myśli. Rekinów nawet nie ma w Polsce… Kto mi w ogóle takie bzdury w głowie opowiada?

Wchodzę do wody. Płynę. Powoli, bo powoli, ale płynę. Póki moje oczy są skupione na celu, zmierzam do Niego. Lecz wystarczy, że obrócę głowę, by przypatrzeć się jakiejś powabnej kaczuszce płynącej obok mnie… a już zbaczam z kursu! Nie może tak być, muszę napierać do przodu. Chcę. Ale niebo ładne… odpocznę sobie chwilę – popatrzę na nie, podelektuję się przyrodą. I co? Znowu mnie prądy zniosły z wytyczonego kursu… w mordę jeża! Nie może tak być!

Płynę zatem dalej. Martwe robaki, pływają po powierzchni jeziora. Fuj. Pchają mi się do ust, nie chcę tego połknąć. Muszę zacisnąć zęby i płynąć dalej – przecież nie zawrócę. Co to za facet byłby ze mnie, jakby przez syf pchający mu się do ust, skulił się i uciekł? Przecież to tylko truchła robaków. Nie będą decydowały gdzie płynę! Ja wybieram swój kierunek i cel! Nie zawracam.

Dobra, kontynuuję. Ale przyjemnie się płynie. Jakoś tak szybko. Niedługo będę u celu, będę mógł się chwalić jaki to nie jestem heros.

Ok, jestem. Rozglądam się, widzę nowe połacie wody, których wcześniej nie widziałem, fajnie, spoko, hehe, lasek i wysepka. Było warto? Eee… Mogę wracać.

Siuuup, zaczynam. Płynę i płynę. Kurde, co jest? Macham tymi nogami i rękoma i ledwo się poruszam do przodu. Przyglądam się otoczeniu. Jasny gwint! Dlatego tak łatwo się płynęło, bo z prądem, a teraz muszę płynąć pod prąd… Czemu nie pomyślałem o tym wcześniej? Czemu mamy takie tendencje, że łatwo decydujemy się na płynięcie z głównym nurtem, ale nie myślimy o tym, że później będzie ciężko wrócić? Jakoś to będzie… mówimy, a potem męczarnie, żeby tylko dobić do brzegu. Trudno, popełniłem błąd, przecież nie położę się na środku jeziora i nie będę leżał, bo się utopię. Płynę co sił, mając Pomocnika obok, dam radę.

NIE DASZ! Poddaj się!

Słyszę.

Bez sensu te myśli w ogóle. Olewam to, płynę dalej.

Woda mi się wlewa do ust, fale miotane są w mą stronę, zaraz tu się zakrztuszę czy coś… nie, nie, nie. Nie ma takiej opcji! Śmigam dalej, dam radę! Nie słucham już.

Żmudne ruchy ramion i nóg przynoszą skutek po kilkudziesięciu minutach. Przystań jest już bardzo blisko. Nie chce mi się już, ale przecież nie poddam się dlatego, że jest już blisko. Chcę tam być. Muszę tam być. Mam tam Dom. Mam tam Wszystko. Płynę.

Dobiłem. Satysfakcja. Spełnienie. Bardziej mnie uradował powrót, niż ten cel, który sobie obrałem. Więc co było ważniejsze? Przystań czy cel? Przystań. Każdy z nas chce tam wrócić. Celów może być wiele, ale oczy naszego serca zawsze będą skierowane tam, gdzie jest nasz Dom, w końcu w drodze powrotnej to On staje się Celem. Dom jest u Brzegu. Zmierzamy w Jego stronę całe życie.

Nie poddawaj się, choćby przytłaczał Cię ogrom wyzwań czy odległość, która Cię czeka.
Nie poddawaj się, kiedy słyszysz głosy, że jesteś szaleńcem, że nie dasz rady, że musisz usiąść i być cicho.
Nie poddawaj się, kiedy przychodzą przeciwności i zło. To znaczy, że zmierzasz w dobrą stronę.
Nie wierz w kłamstwa, że nie jesteś godzien być kimś. Jesteś kimś w oczach Kogoś, wiesz?

Marzysz? Idź za tymi marzeniami. Jest Ktoś, kto stworzył te pragnienia w Tobie jeszcze zanim się narodziłeś, a On małych marzeń nie daje – bo to On potrafi spełnić te najbardziej szaleńcze z ludzkiego punktu widzenia.

Skup się na tym, co Ważne. Pomocnik jest przy Tobie. Płyń, kiedy pod nogami rozpościerają się głębiny. Czy Statek, którym jesteś, został stworzony do bycia w porcie? Nie od tego są Statki, by w porcie zalegać…

Autor: Krzysztof Sowiński


Kategorie: Felietony

1 comment

  1. Marek Suski says:

    Wyznaczony cel, miałem dopłynąć tylko do drewnianego podestu, by tam odpocząć i wrócić. Był dla mnie trochę daleko. w połowie drogi były korki odgradzające przestrzeń pływania dla wszystkich. Pomyślałem: dopłynę do korków, odpocznę i dopłynę do podestu. Pointa – korki nie są stałe, po dopłynięciu do nich nie można się ich złapać, ponieważ wciska się je w dól. Panika i próba szybkiej ucieczki do brzegu. Po dwóch próbach stwierdzenia braku gruntu nic więcej nie pamiętam. Pozostałem w wodzie głową w dół. Powrót świadomości: obecność ratownika i przyjaciela, który z podestu przypłynął. Miałem na sobie cudowny medalik. Miejscem wydarzenia było jezioro w Lyonie. Ratownik złapał mój medalik i kazał podziękować Matce Bożej. Dzień moich nowych narodzin dla świata to 15.08. Obchodzę urodziny 2 razy w roku, a moją mamą jest Matka Boża.
    Jest to moje pierwsze opublikowane świadectwo.

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *