Stary komfort czy nowa jakość?

  Posted on   by   1 comment

 

Lubię mieć komfort. Łatwo mi przychodzi funkcjonowanie w otoczeniu, które jest mi znane, w którym czuję się bezpiecznie. Cieszę się, gdy mam gotowe scenariusze działania na wypadek problemów, które już wcześniej przewidziałem. Cenię sobie posiadanie kontroli nad wszystkim co się dzieje i spotykanie wyzwań, którym wiem, że dam radę sprostać. W końcu już nieraz tego typu rzeczy przebrnąłem, to czemu nie tym razem? Mam przecież doświadczenie i umiejętności!

Jednak czy mój własny komfort i łatwość w poruszaniu się w znanym mi środowisku i okolicznościach to coś, do czego powołuje mnie Bóg?

Ludzkie tak, Boże wykonanie

Był pewien człowiek. Odpowiedzialny, sprawiedliwy, zdeterminowany. Wiedział, co to znaczy ciężka praca. Nie bał się brać odpowiedzialności za najbliższych. Jestem pewien, że wybiegał myślami w przód i widział siebie, wspólnie ze swoją rodziną, rozwijającego swój biznes. Może nie jakiś ogromny, ale godny i potrzebny. Poznał kobietę, którą postanowił poślubić. Kiedy się o nim myśli od razu widać, że to konkretny facet. Ma jasno określony plan na swoje życie i go realizuje. Jednak w pewnym momencie, coś się zmienia. Coś idzie nie tak, jak to sobie obmyślił. Coś nowego przychodzi do jego życia. Coś, czego nie ujął w swoim skrzętnie ułożonym planie. Ktoś. Zbawienie. Tego nie przewidział, nie teraz, nie tutaj. Nie w jego życiu. To Zbawienie narodziło się na jego oczach. Nie oponował. Zamiast tego, przyjął nowy plan bez żadnego wahania. Zobaczył, że jest coś ważniejsze od jego własnych postanowień. Uszanował Boże poruszenie bez słowa sprzeciwu. Odłożył na bok swoje plany i ambicje, aby móc realizować to, co Bóg dla niego samego przygotował, przy czym nie narzekał, że jego widzimisię nie zostało spełnione. Wspólnie ze swoją Małżonką byli ludźmi, którzy byli otwarci na Boże działanie, nie stawiając na piedestale ich własnych oczekiwań, lecz Boże oczekiwania i zamierzenia. Dzięki temu – największe wydarzenie w historii świata mogło zaistnieć. Żaden ludzki plan nigdy nie mógł przewidzieć ani wydać tak ogromnych owoców, jakie nastąpiły po wyrażeniu zgody na ten konkretny, Boży plan.

Czy jestem gotów na nowe?

Wierzę, że każdy z nas w pewnym momencie swojego życia napotyka sytuację, w której ma do wyboru trwanie w swoich postanowieniach lub pójście za nowym, świeżym pomysłem, który od Boga pochodzi. Mam jednocześnie świadomość, że często nie jest łatwe oddanie czegoś, co budowaliśmy i pielęgnowaliśmy przez lata, niejednokrotnie okupując to krwią, potem i znojem. Jednak zawsze ta – w naszej perspektywie, ogromna strata w rzeczywistości okazuje się być ogromną szansą na wzięcie udziału w czymś, czego nie potrafilibyśmy wykonać sami. Nie bylibyśmy w stanie nawet tego zaplanować! Tego typu niebiański plan, często budzi w nas poczucie niemożliwości do wypełnienia, poczucie własnej słabości i niedoskonałości. Obiektywnie patrząc na nas samych i nasze ludzkie możliwości – szanse na „stanięcie na wysokości zadania” jest nikłe. W takich sytuacjach wiem, że muszę wykonać krok w wierze, aby to nowe poruszenie, które otrzymałem, miało szansę stać się rzeczywistością! Na co byłaby mi łaska Chrystusa, gdybym zawsze, niczym lodołamacz stojący w porcie, unikał tego do czego zostałem stworzony i wezwany? Każdy z nas, jako chrześcijanin jest wezwany do czynienia rzeczy niemożliwych w ludzkim rozumieniu. Nie możemy przyjmować łaski Bożej na próżno, ciągle wykonując to, czemu dajemy radę o własnych siłach! (2 Kor 6,1-2)

Krok za krokiem

W ostatnim czasie w praktyczny sposób zobaczyłem, że Bóg daje światło i zaopatrzenie, ale na jeden krok do przodu. Jego Słowo jest lampą u mych stóp. Pożywienia mam idealnie na teraz, dokładnie tak, jak Izraelici przemierzający pustynię Sin. (Wj 16,18) Na ten kolejny nowy dzień, w którym mam zbawienie. Na dziś. Żaden inny dzień nie ma znaczenia, bo tylko w tej konkretnej chwili jestem prawdziwie obecny. Dlatego postanowiłem przestać budować plan na swoje życie, którego miałbym się usilnie trzymać. Ważniejszy jest ten plan, który powstał w sercu najlepszego Doradcy i Ojca. W końcu to On wie najlepiej, co mi potrzebne. Nieraz to udowodnił. Nieraz to udowadnia w życiu każdego z nas, jednak czy mamy odwagę na to, aby zaprzeć się samego siebie, otworzyć się na nową rzeczywistość, którą przygotował Ten, który ma dla nas plany pełne pokoju, a nie zguby? (Jr 29,11)

Świeża łaska

Ten nadchodzący rok chcę spędzić mając w sercu tylko jedno postanowienie. Niech każdy dzień będzie Bożym Narodzeniem. Niech każdy dzień będzie moim „tak” na każdą nową, niesamowitą perspektywę, którą pokazuje mi Bóg. Chcę zawsze być otwarty na Bożą łaskę, która każdego dnia jest inna, nowa i nietuzinkowa. Często przychodząca w sposób, który mi się w głowie nie mieści. Tej łaski, która jest zawsze świeża i przypisana do tej następującej chwili, nie chcę odrzucać i przegapić, skupiając się na realizowaniu własnej agendy zakotwiczonej w przeszłości lub przyszłości. Żyjąc w ten sposób i w takim nastawieniu naszego serca, możemy być pewni, że cokolwiek nie nastąpi w naszym życiu, będziemy prawdziwie bezpieczni, bo Ten, któremu oddaliśmy kontrolę, widzi początek i koniec drogi, pośrodku której jesteśmy, a owoc tej drogi, przewyższy wszystkie nasze marzenia. (Ef 3,20)

 

Autor: Krzysztof Sowiński


 

Kategorie: Felietony

1 comment

  1. Monika says:

    Znowu Pan Bóg mnie skierował na Twoje słowa :)))
    Pozdrawiam 🙂

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *