Ręka w rękę – o życiu we wspólnocie wiernych

  Posted on   by   Bez komentarza

Ręka w rękę – o życiu we wspólnocie wiernych

Pan Bóg stwarzając człowieka, powiedział, że nie jest dobrze, aby człowiek był sam. (Rdz 2,18) Potrzeba towarzystwa to coś, co jest wpisane w istotę człowieczeństwa od samego początku naszego istnienia. Skoro zostaliśmy stworzeni do koegzystencji – czyli istnienia razem z innymi, to znaczy, że powinniśmy z tej rzeczywistości wyciągać maksimum, aby nasze życie i życie osób, które mamy obok, przyniosło pełnię owoców, które dla nas Pan Bóg przeznaczył. Do tego naprawdę potrzeba współpracy – najpierw z Bogiem i Jego łaską, następnie z sobą i innymi. W jaki sposób to zrobić?

Pismo Święte jako żywe i skuteczne Słowo Boga obfituje w rady, zalecenia i wskazania w jaki sposób mamy żyć z innymi ludźmi: w społeczeństwie, rodzinie, wspólnocie wiernych. Święty Paweł w czwartym rozdziale listu do Efezjan wskazuje to, co winno nas wyróżniać, kiedy chodzi o podejście do braci i sióstr obecnych wokół nas. W wersetach 1-2 wyróżnia następujące cechy: skromność, łagodność, cierpliwość, miłość.

Prosta miłość

Na pierwszy ogień idzie skromność. Słownik Języka Polskiego w taki sposób definiuje człowieka skromnego: jest to osoba niedbająca o rozgłos, niemająca wygórowanego mniemania o sobie, odznaczająca się prostotą. Wyróżnia się ona chęcią komunikacji z innymi, wzajemnej wymiany darów, traktowania innych wyżej aniżeli samego siebie. (Flp 2,3) Postawa skromności w życiu z innymi przynosi wiele dobrego, dlatego, że jest to postawa, która jest pełna pokory, a wiemy, że Bóg ludziom pokornym daje łaskę, pysznym natomiast się sprzeciwia. Myślę, że żyjąc w jakiejkolwiek wspólnocie ludzkiej, każdy z nas znajduje się czasami na skraju wyczerpania emocjonalnego; nerwy dają o sobie znać, przychodzą gniewne uczucia, z którymi często nie potrafimy sobie poradzić we właściwy sposób, raniąc tym innych, burząc pokój obecny w relacjach. Potrzebujemy Bożej łaski, która będzie nas prowadziła i umacniała w relacjach z innymi, gdyż potrafimy siebie nawzajem ranić, gdy pomijamy łagodność i cierpliwość. W codziennym funkcjonowaniu zdarza nam się zapomnieć, że w istocie to Boża dobroć prowadzi nas do nawrócenia w relacji z Panem, tak i nasza dobroć winna innych prowadzić do ich nawrócenia w relacji z nami. Boża dobroć natomiast jest ściśle związana z Bożą postawą cierpliwości i łagodności względem nas. On wybacza zawsze, a słyszymy to za każdym razem w konfesjonale, zatem i my powinniśmy wybaczać innym. Zawsze. Jednak, jeżeli brak nam cierpliwości i łagodności… nie zechcemy nawet postarać się zbliżyć do osoby, która w przeszłości nas zraniła, spisując ją na straty. Pan Bóg nikogo na straty nie spisuje. Spisanie na straty jest zaprzeczeniem miłości… tej miłości, która jest skłonna do ofiary. Niezbędnej do budowania dobrych i trwałych relacji. Tej miłości, która jest dobrowolna, niewymuszona i bardzo prosta. Miłość szuka pojednania, pokoju i dobra. Możemy przyjrzeć się swojemu sercu czy i my szukamy tego samego.

Jeden Cel

W następnych wersetach tego rozdziału św. Paweł ustawia we właściwy sposób nasze serca, jeśli chodzi o różnice obecne w każdym indywiduum obecnym w Kościele. Pokazuje, że każdy z nas, choć mamy różne powołania, powołani jesteśmy do jednego: do trwania z Chrystusem – jedynym Panem, w jednym Ciele, w jednym Duchu, przez jeden chrzest, w jednej wierze. Pokazuje nam, że wszyscy zostaliśmy powołani do spoczęcia w Bogu, jako naszym ostatecznym i tak naprawdę najważniejszym Celu życia. Natomiast dary i powołania, które wymienia w wersecie jedenastym mają służyć Ciału Chrystusa, aby dzięki prawidłowemu działaniu każdej z osobna części czyniło postępy w swym wzroście aż do uformowania się w miłości. (Ef 4,16) Nie do chorobliwej ambicji zdobywania pochwał, uznania i wyższych pozycji w strukturach. Trwać w Duchu Chrystusa, to znaczy – służyć z sercem uniżonym, dążąc do dobra drugiego człowieka.

Zazdrość: niszczyciel jedności

Dlatego też zazdrość we wspólnocie jest czymś co całkowicie niszczy powołanie, które otrzymaliśmy od Pana. Zazdrość tak naprawdę jest niepogodzeniem się z tym powołaniem, obdarowaniem i talentami, które otrzymaliśmy od Boga na rzecz czegoś, co w naszej ocenie mogłoby być dla nas lepsze. Po prostu w bardziej efektywny sposób mogłoby to pompować nasze ego, sprawiając, że będziemy się czuli komfortowo. Spójrzmy na to w taki sposób: ręce mają służyć celom, które są przeznaczone dla rąk. Jeżeli nagle ręce, przyglądając się nogom, zaczną zazdrościć cech i celów, do których nogi zostały stworzone i postanowią, że zaczną odpowiadać za poruszanie się, wprowadzają nienaturalność i zamęt w życie całego ciała. Czy codzienne funkcjonowanie, w którym chodzenie na rękach zastępuje poruszanie się w naturalny sposób – na nogach – jest możliwe? Jest, jednocześnie będąc skrajnie nieproduktywnym działaniem. Dlatego zamiast zazdrościć komuś ich powołania, lepiej jest zawierzyć się Bogu w doskonaleniu swojej drogi i powołania, które od Niego otrzymaliśmy. W końcu i nasze, i obdarowania naszych bliźnich, mają służyć ku budowaniu CAŁEGO Ciała, a nie kariery jednostki, jej lepszego samopoczucia czy też samozadowolenia.

Przezwyciężyć pychę

Dążąc do uświęcenia, naszym wrogiem jest pycha, która potrafi mówić do naszego serca: jesteś najlepszy, najmądrzejszy i samowystarczalny. Poradzisz sobie sam. Masz doskonałe poznanie, wiedzę i objawienie. Pycha chce zniwelować wpływ Boga i drugiego człowieka na nasze życie. To niszczy wszelkie podstawy chrześcijaństwa, włącznie z przyjęciem zbawienia, które jest darem Chrystusa, na który to dar nie możemy w żaden sposób zapracować czy też zasłużyć, jak tylko go przyjąć w prostocie i pokorze, z otwartym sercem, co ma owocować codzienną postawą świętych wyborów. Pokora natomiast mówi nam: potrzebujemy siebie nawzajem. Dlaczego zamiast przyjąć tę prawdę, że możemy i potrzebujemy być dla siebie nawzajem błogosławieństwem, zamieniamy to na niewłaściwie współzawodnictwo, które nie powinno istnieć we wspólnocie?

Święty Paweł w 12. rozdziale pierwszego Listu do Koryntian pokazuje, że dary są dane w takiej mierze, jak to Duch Święty postanowi. Pewne osoby nigdy nie otrzymają darów, które otrzymają inni. To trudne z punktu widzenia świata, w którym każdy człowiek chciałby mieć wszystko i być samowystarczalny, ale to nie jest sposób działania Królestwa Bożego. Zwróć uwagę na słowo, które pojawia się najczęściej w tym rozdziale: innemu, czyli: drugiemu człowiekowi, różnemu od Ciebie. To znaczy, że naprawdę potrzebujemy siebie nawzajem, aby żyć w pełni życia, do jakiej nas Bóg powołuje. (J 10,10) Współpraca między poszczególnymi członkami jest tutaj niezbędna, aby Kościół mógł żyć pełnią, jaka jest dla nas w Bożym zamyśle. Dlatego też Kościół nie może istnieć w jednym jedynie wymiarze: proroczym (charyzmatycznym), w oderwaniu od wymiaru apostolskiego (instytucjonalnego), gdyż wtedy jest niczym żagiel bez statku… nie ruszy z portu. (Ef 2,20)

Pokonać indywidualizm i konsumpcjonizm

Różne są zatem obdarowania w Kościele i różne osoby, które obdarowania otrzymują – ale jest jeden Duch, który je wszystkie daje. Czy jako ludzie jesteśmy na tyle pokorni i uniżeni, aby przyjąć, że potrzebujemy innych do rozwijania się w swojej wierze? Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam o tym, że tak jak nikt z nas sam sobie życia nie dał, tak nikt z nas nie dał sobie sam wiary (KKK 166), zatem nasza pielgrzymka jest nieodzownie związana z drugim człowiekiem.

Otwierajmy się na drugiego człowieka i dary, które Pan złożył w jego życiu, dlatego, że Kościół nie jest rzeczywistością indywidualną, lecz zbiorową i do życia w wierze wspólnie jesteśmy powołani od samego początku. To wszystko jest dane dla naszego wspólnego dobra! Żyjąc w Kościele musimy zawsze pamiętać, że zarówno my, jak i nasi bracia, zostaliśmy pocieszeni przez Pana, aby być źródłem pocieszenia dla tych, którzy są obok, a nie, żeby ciągle skupiać się na sobie, traktując Boga jak kogoś, kto ma być tylko na ,,naszych usługach” i dla naszych korzyści. Konsumpcjonizm obecny w świecie wkrada się do myślenia Kościoła i jest to coś, co musimy zdusić w zarodku! Mamy być zbudowaniem dla braci we wspólnocie, dlatego, że jest powiedziane: dawajcie, a będzie wam dane, jednakże mamy też iść do tych, którzy są poza Kościołem i w świecie błąkają się, szukając Jedynej Drogi, Prawdy i Życia – Jezusa Chrystusa. Więc idźmy pocieszać ten świat, albowiem Bóg oddał swojego Jednorodzonego Syna, nie po to, żeby świat potępić, ale świat zbawić! (J 3,16) Czy może być lepsza nowina dla kogokolwiek żyjącego?

Autor: Krzysztof Sowiński


Kategorie: Felietony

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *